czwartek, 25 sierpnia 2016

Prawie ja - prawie matka

JA MATKA

Kim się stałam? Nazwij mnie matką a skłamiesz
Nie szukam litości, wystarczy, że zaparzysz herbatę
i rozmasujesz obolałe dłonie
Głowa ciągle analizuje wydarzenia, których nigdy nie będzie
Żartujesz?

W myślach tańczę tango na skraju jeziora. 
Tam ukryłeś mój jedyny skarb 
i nie jest to złoto
Nie wierzysz, że może być coś cenniejszego niż kawałek metalu?
Człowieku, 
edimus, ut vivamus, non vivimus, ut edamus

Ja, niewolnica swych cierpień, 
chora na umyśle 
skaczę z dachu co rano
Niepewna, czy już skoczyłam, czy to tylko złudzenie, 
piję lurę ze słoika
ubrana w resztki swej przyzwoitości 
i odrobinę białego pudru pod nosem
Los mój matko miał mnie zrzucić z góry Uluru 
tuż pod nogi boskiej Anjei

Chciałam być jak Ona 
Teraz leżę jak zwierzę ze złamaną nogą
Pycha sprawia, że w gorączce wykrzyczałam słodkie
veni vidi vici
Przeklęta!

Nazwać siebie matką zbyt wcześnie
to jak kupić los i powiedzieć, że się już wygrało

na próżno 

środa, 24 sierpnia 2016

Nad nami niebo, nad nami deszcz

NAD NAMI NIEBO, NAD NAMI DESZCZ


Patrzysz z głową w chmurach -
migoczą gwiazdy,
dla mnie, dla ciebie, dla innych
podglądaczy.
Nawet gwiazdkę z nieba – mówisz
i to takie łatwe.
Niebo.
Co dla ciebie niebo znaczy?

Wczoraj, gdy wiatr przywiał
chmury nad mą głowę
gdzie byłeś? czy leżałeś
pod niebnym namiotem,
czy zażarcie z chmurami
walczyłeś by mi było
parę kropel lżej na twarzy?
A może chciałeś pod strzechą
przeczekać do rana,
by znów zobaczyć tylko
jak iskrzy poranek?

Och, proszę ! –

 – nie gwiazd mi potrzeba,
zostaw je poetom,
nie musisz mi śpiewać
o zachodzie piosenek
jak bardzo mnie kochasz,
pragniesz i jak cenisz,
i jak to niebo nad nami
błękitne, tak czyste,
jak dzień
kiedy się spotkały
dwie dusze
zbłąkane
(tak bardzo pustobrzmiące slogany)

Wystarczy, że jak zobaczysz
choć kroplę na dłoni

otworzysz nad nami parasol. I koniec.

Przygotowania do pisania

Wiele można zarzucić poezji, ale nie to, że nie wywołuje emocji. Wiersze, które publikuję powstały w sytuacji trudnej życiowo, ale dzięki nim stała się ona może bardziej ludzka, bardziej "oswajalna". Poezję piszą czas i przestrzeń, a z upływem chwil... staje się ona zupełnie inna, tak jakby czas i przestrzeń zaczęły ją inaczej przedstawiać. 



PRZYGOTOWANIA

Co to za postać co rano
stale zerka na mnie?
Oczy mruży z niedowierzania,
że tak można niezgrabnie
kręcić się na jednej nodze
kręcąc posiwiałe włosy
w zabytkowe loki.

To ona. Jej to jest sprawka,
że dziś biegnę donikąd,
że potykam się o wczoraj
bez ładu ni składu,
kąpię się w brudnej wannie,
pachnę szarym mydłem,
potem piszę list do Magdy,
siadam pod starą gruszą,
zakładam stopery do uszu
i tak bardzo bez wiary
patrzę na stare,
wyblakłe,
tak podobne
twarze.

Szukam jej, by wygarnąć
co to za maniery,
tak podglądać mnie w lustrze,
dotykać mych skroni;
jakby już pewna, że ma mnie dla siebie
wchodzi co dzień bez dzwonka,
idzie jak po swoje.

Ze mną ma za dobrze,
ja nie stanę okoniem,
gdy już zechce mnie zabrać
na przeciwną stronę.
Co innego ten z piętra.
Jemu jeszcze mało!
Żonkę młodą przygruchał
i zabawa mu w głowie.
Oj nie, drogi panie,
chyba coś się ubzdurało,
przecież nie ucieknie pan
przed tym co ludziom
pisane.

Będę czekać dziś na nią,
jak mam co dzień w zwyczaju,
a gdy przyjdzie i weźmie
w uścisku zostanę
i będę się modlić by wszystko
co mi obiecano
okazało się choć w połowie
tak piękne i drogie.

x