Kim się stałam? Nazwij mnie matką a skłamiesz
Nie szukam litości, wystarczy, że zaparzysz herbatę
i
rozmasujesz obolałe dłonie
Głowa ciągle analizuje wydarzenia, których nigdy nie będzie
Żartujesz?
W myślach tańczę tango na skraju jeziora.
Tam ukryłeś mój
jedyny skarb
i nie jest to złoto
Nie wierzysz, że może być coś cenniejszego niż kawałek
metalu?
Człowieku,
edimus, ut vivamus, non vivimus, ut edamus
Ja, niewolnica swych cierpień,
chora na umyśle
skaczę z
dachu co rano
Niepewna, czy już skoczyłam, czy to tylko złudzenie,
piję
lurę ze słoika
ubrana w resztki swej przyzwoitości
i odrobinę białego pudru
pod nosem
Los mój matko miał mnie zrzucić z góry Uluru
tuż pod nogi boskiej
Anjei
Chciałam być jak Ona
Teraz leżę jak zwierzę ze złamaną nogą
Pycha sprawia, że w gorączce wykrzyczałam słodkie
veni vidi vici
Przeklęta!
Nazwać siebie matką zbyt wcześnie
to jak kupić los i powiedzieć, że się już wygrało